czwartek, 20 kwietnia 2017

Recenzja "Making faces" Amy Harmon

Tytuł: "Making faces"
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 5 stycznia 2017
Liczba stron: 344
Moja ocena: 6/6







Fern już jako mała dziewczynka miała niezwykle bujną wyobraźnię i wraz ze swoim kuzynem Barleyem uwielbiała oddawać się najróżniejszym zabawom. Z burzą rudych loków, aparatem na zębach oraz dużymi okularami dziewczyna nigdy nie czuła się wyjątkowo ładna i niejednokrotnie miała w związku z tym spore kompleksy. Fern od kiedy tylko pamięta jest szalenie zakochana w Ambrosie Youngu – jednym z najbardziej popularnych chłopaków w jej szkole, który należy do lokalnej drużyny zapaśniczej. Chłopak wydaje się jednak w ogóle jej nie zauważać i wszystko wskazuje na to, że jej szczere oraz silne uczucie nie zostanie przez niego odwzajemnione. Ich drogi nigdy by się nie przecięły, gdyby nie pewno wydarzenie, które wstrząsnęło całym miasteczkiem oraz bezpowrotnie odmieniło bieg wydarzeń…

„Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.”

Abrose’a wychowywał jedynie ojciec, który za wszelką cenę starał się wynagrodzić mu brak matki. Chłopiec już od najmłodszych lat wyróżniał się spośród swoich rówieśników niezwykle masywną budową ciała, która zapewniała mu ogromną przewagę w prawie każdej dziedzinie sportu. Zapasy bardzo szybko stały się jego ogromną pasją i nie minęło wiele czasu, kiedy chłopak stał się jednym z najlepszych zawodników w całym stanie. Spore oczekiwania ze strony mieszkańców miasta, trenera oraz całej drużyny sprawiały, że chłopak cały czas żył pod ogromną presją, która zaczynała powoli go zżerać. Po dramatycznych ataku na World Trade Center Abrose z czterema przyjaciółmi postanawia wstąpić do wojska oraz całkowicie poświęcić się służbie ojczyźnie.

„Nie ma smutku, jeśli wcześniej nie było radości.”

Chłopcy wyruszają do Iraku i bardzo szybko muszą stawić czoła niezwykle brutalnej rzeczywistości. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z jak wielkimi wyzwaniami będą musieli się zmierzyć oraz jak wiele poświęceń będzie ich to kosztować. W wyniku pewnego tragicznego wypadku do miasteczka powraca jedynie Ambrose, który pod żadnym względem nie przypomina już pogodnego oraz uśmiechniętego chłopaka, jakim był przed służbą w wojsku. Młodemu zapaśnikowi nie tylko przyjdzie się zmierzyć z przytłaczającą pustką wywołaną stratą najbliższych przyjaciół, ale także z poważnymi obrażeniami jakich doznał w Iraku. Czy pomimo bolesnych wspomnień oraz dręczącego go poczucia winy chłopakowi uda się odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Czy pogodna oraz zawsze uśmiechnięta Fern będzie w stanie pomóc mu w uwolnieniu się od dręczących go demonów przeszłości?

„Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne.”

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i zdecydowanie mogę zaliczyć je do bardzo udanych. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przerosło moje oczekiwania i nie ukrywam, że jestem szczerze zakochana w tej niesamowitej historii. To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce to niezwykle oryginalni oraz inspirujący bohaterowie, którzy prawie na każdym kroku imponowali mi swoją odwagą oraz wewnętrzną siłą, która pomagała im zwalczyć wszelkie przeciwności losu. Moim zdecydowanym ulubieńcem okazał się Barley – kuzyn Fern, który już od najmłodszych lat zmaga się z dystrofią mięśniową, przez co większą część swojego życia musi spędzić na wózku. Jego niezwykle pozytywne nastawienie do życia oraz nieustający optymizm niejednokrotnie zrobiły na mnie ogromnie wrażenie.

Bardzo spodobał mi się również styl autorki, który jest niezwykle lekki oraz plastyczny, dzięki czemu czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność. Mimo że akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, to przy tej pozycji naprawdę nie można się nudzić. Przedstawiona historia do głębi porusza czytelnikiem i niejednokrotnie wywołuje łzy zarówno szczęścia, jak i smutku. „Making faces” to słodko-gorzka opowieść o sile przyjaźni, akceptacji oraz o miłości, która potrafi uleczyć nawet najbardziej połamane serce. Obok tej książki naprawdę nie można przejść obojętnie. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu



Strona wydawnictwa: KLIK!
Fanpage autorki: KLIK!